r.art.plredakcja } kontakt } bunkier sztuki

przyjemność, popkultura, kamp, performance, telewizja, gender, płeć, wizualność, fotografia, kino, media, tożsamość, krytyka, polityka, społeczeństwo, historia, władza, opór, reprezentacja, język, architektura, przestrzeń prywatna, kuratorka, maskarady, subwersja, queer, postmodernizm, centrum, awangarda, biografia, literatura, rewolucja, peryferia, artysta, odbiorca, książka, kurator, artystka, przestrzeń publiczna, ciało, festiwal, strategie, piękno, instytucje, modernizm, estetyka, muzeum, dyskursy, technologie, galeria, pracownia
Okres letnich kanikuł w Łodzi kojarzył się z zastojem w życiu, nie tylko kulturalnym. Galerie i muzea opustoszały, nie było nowych projektów, wystaw. Nawet zazwyczaj tłumnie odwiedzane puby świeciły pustkami. Tradycyjny letni letarg trwał. W tym roku było jednak nieco inaczej. Nie oznacza to, iż nagle Łódź wyrwana została z wakacyjnego marazmu zalewem propozycji. Wręcz przeciwnie. Sytuacje antyintelektualnego wakacyjnego miasta ratowały jedynie dwie wystawy przygotowane przez Muzeum Sztuki.

Widok z ekspozycji Beautiful Losers, instalacja Geoffa MacFetridge’a
Nie przewidziano ich jako „letnich wydarzeń”. Pierwsza Swingujący Londyn otwarta została 15 maja, druga wystawa Beautiful Losers: Contemporary Art and Street Culture (Piękni straceńcy: współczesna sztuka i kultura ulicy) parę dni później - 29. Były one ciekawymi propozycjami wpisującymi się w trwającą już od roku dyskusję o charakterze placówki.
.jpg)
Widok z ekspozycji Beautiful Losers, rzeźba Briana Donnelly (KAWSa), w tle m. in. instalacja Ryana McGinnessa
Muzeum Sztuki jest niejednoznacznym tworem, sytuującym się pomiędzy Centrum Sztuki Współczesnej a Muzeum Historii Awangardy. Z jednej strony nie jest muzeum historii sztuki a zatem powinno być otwarte na to, co najbardziej aktualne. Z drugiej posiada kolekcję „klasyki” XX wieku. Badanie, upowszechnianie wiedzy o niej jest jednym z zadań placówki. Dwie „letnie wystawy” eksponowały tę dwoistość, charakterystyczne zawieszenie miejsca pomiędzy tradycją a aktualnością.

Widok z ekspozycji Beautiful Losers, Ed Templeton, Teen Smokers, 1999
Swingujący Londyn był prezentacją części kolekcji Mateusza Grabowskiego – londyńskiego aptekarza a przy okazji właściciela Galerii i kolekcjonera. Jego działalność promocji młodych twórców polskich i brytyjskich przypadła na lata 50. W 1959 roku założył w Londynie galerię, która gromadziła dzieła głównie op-artu i pop-artu. Po jej zamknięciu Grabowski przekazał kolekcję Muzeum Sztuki w Łodzi i Muzeum Narodowemu w Warszawie.

Widok z ekspozycji Beautiful Losers, instalacja Ryana McGinnessa
Pokaz kolekcji w Muzeum wyraźnie akcentował jej dwa nurty. Z magazynów muzealnych powyciągano prace, których dawno nie eksponowano. Przeniesienie ich we współczesny kontekst nie zaszkodziło ich aktualności. Wystawa była dobra. Przypominała postać kolekcjonera z polowy XX wieku. Wprowadzała w artystyczny klimat londyńskich lat 50.

Bridget Rile, Koło przyspieszeni, 1961
Celem Beautiful losers było przybliżenie atmosfery współczesnej ulicy – jej wolności, swobody twórczej wypowiedzi. To, co było plusem Swingującego Londynu, wyraźne podziały, wydzielone nurty, muzealno-klasyfikujace myślenie zaszkodziło drugiej. Piękni straceńcy było typową muzealną, monumentalną ekspozycją. Na jej dokładne obejrzenie zarezerwować należało więcej niż jeden dzień. Wpisana w kontekst Muzeum Sztuki pomyślana została jako prowokacja. Prace ulicznych artystów wkroczyły w przestrzeń muzealnych sal. Zaraz obok sali neoplastycznej pojawiło się olbrzymie graffiti zajmując miejsce zarezerwowane zazwyczaj dla obrazów Henryka Stażewskiego. Młodzieżowe subkultury wyparły z sal tuzów światowej awangardy. Prowokacja ta jednak była powierzchowna. Muzeum miało wystawę, która przyciągnęła tłumy. Energia ulicy nie rozsadziła jednak ścian instytucji.

Derek Boshier, Chwała Anglii, 1962
Oglądając wystawę odnosiło się wrażenie oswojonego buntu. Dziwny i nie do końca zrozumiały w odniesieniu do wolnej sztuki przestrzeni miejskiej był podział nowojorskiej części. Wystawę podzielono na cztery części – „Korzenie i wpływy”, „Beautiful losers”, „Efemerydy”, „Filmy i wideo”. Klasyfikacja ta sprawiała wrażenie młodzieńczej energii rozczłonkowanej i złożonej na nowo w instytucjonalnym dyskursie. Najlepiej wypadały sale, w których przykładom prac towarzyszyła dokumentacja ich funkcjonowania w przestrzeni miejskiej.
Wystawa Beautiful Losers nie przybliżała sztuki ulicy, klimatu, w jakim powstaje. Rozmywała idee street artu, nie pokazując naturalnego środowiska, w jakim funkcjonuje. W starciu instytucja - ulica zwycięsko wypadła ta pierwsza. Tradycja górą. Prace „pięknych straceńców” zaklasyfikowane rodzajowo; przeniesione na płótna; fanziny, gadżety zamknięte w muzealnych gablotkach, odgrodzone od odbiorcy straciły to, co w nich najważniejsze: wolności, swobodę, aspekt gry z zastanym otoczeniem i rzeczywistością kultury komercyjnej.
Oto cytat z jednej z kartek towarzyszących eksponatom „Zanim artyści pokazywani na Beautiful Losers zyskali akceptację w świecie galerii i muzeów jedynym dostępnym im sposobem dotarcia do szerszej publiczności było wydawanie fanzinów i komercyjnych wyrobów”. Fakt, sztuka ulicy od jej początków w latach 60., 70. stała się uznaną formą sztuki. Czy nie zatraciła tego, co było w niej najważniejsze, czyli buntu i manifestacji własnej indywidualności? Wystawa w Muzeum Sztuki nie odpowiadała na to pytanie. Ukazywała pięknych straceńców w kontekście nie ulicznym a muzealnym. Zakłada na ich ręce kajdany i uwięzionych równo układała w muzealnych kartotekach.

Pauline Boty, My colouring book, 1963
Ciekawiej niż amerykański wypadł aneks polski Ulica wielokierunkowa. Prace zaproszonych do udziału street-artystów zawłaszczyły niemal całą przestrzeń instytucji. Pojawiały się na elewacjach budynku, w zaskakujących miejscach muzealnych sal, korytarzy, uzupełniła je projekcja Vlep[V]net. Ta część przekazywała ideę artystów ulicznych bez niepotrzebnego instytucjonalnego zadęcia, który zaszkodził rozmywając specyfikę nowojorskiej części wystawy. Szkoda, że w porównaniu z amerykańską była skromna, pomijała część twórców działających na polskiej ulicy.
Zawieszenie pomiędzy tradycją a nowoczesnością jest cechą charakterystyczną łódzkiego Muzeum Sztuki. W okresie dwudziestolecia międzywojennego, w budynku na obecnej ulicy Więckowskiego prezentowano na parterze sztukę dawną, na piętrach awangardową – funkcjonowało powiedzenie „Na dole Kościół, na górze dom wariantów”. W XXI wieku obraz sztuki zmienił się. Awangardyści to już klasycy a nie szaleńcy. Problem konfliktu nowego ze starym jednak pozostał.
Jak pogodzić twórczą energię sztuki aktualnej z klasyfikującym muzealnym dyskursem? Walkę należałoby zastąpić dialogiem. Beautiful Losers pokazało, iż instytucjonalno-klasyfikujące myślenie nie przekłada się w prosty sposób na sztukę czerpiącą ze współczesnego życia. Jaki jest i czy w ogóle istnieje złoty środek? Jedną z odpowiedzi dają dwie wakacyjne wystawy, zgodne współistnienie. Kto wybrał się w lipcu lub sierpniu do łódzkiego Muzeum pokonując schody pokonywał dystans niemal 50 lat. Drugą daje wystawa otwarta 6 września Szkic 2: Siła formalizmu. Interpretuje ona na nowo kolekcję muzeum, zestawiając tradycję i współczesność w twórczym dialogu.
Swingujący Londyn
Kuratorki: Paulina Kurc, Anna Saciuk-Gąsowska
15 maja – 2 września 2007
Beautiful Losers: Contemporary Art and Street Culture
Kurator: Jarosław Lubiak
31 maja – 12 sierpnia 2007
Przeglądaj wszystkie wydania teksty.bunkier.art.pl
zobacz archiwum }