Baza działa
drukuj artykuł

Fotograf (fragment)

Tematy26/11/07 nr6 (6)

Galeria Repassage na Krakowskim Przedmieściu 24 w Warszawie pęka w szwach. Impreza zatytułowana „Czyszczenie Sztuki” zgromadziła kwiat młodej polskiej awangardy lat siedemdziesiątych. Trzeba zaznaczać, kiedy awangarda jest „młoda”. Z definicji awangardy artystycznej wynika wprost, że awangarda to intelektualna młodość. Pozornie.

„Stara” awangarda, pogardliwie nazywana przez „młodą” pseudoawangardą, okopała się w Galerii Foksal i tylko siebie nazywa awangardą. „Młodej” nie tylko tam nie wpuszcza, ale czując się zagrożona, pisze na „młodą” donosy do władz.
„Czyszczenie Sztuki” w Repassage’u jest więc formą wygrażania pięściami Foksalowi. Ponurzy foksalowcy nigdy w tych pogodnych balangach nie uczestniczą. Samej sztuce „czyszczenie” jest bardzo potrzebne. W przeciwnym razie salony sztuki zaczynają śmierdzieć.
„Młoda” awangarda, którą uosabia Repassage, chce sczyścić „starą”, czyli Foksal. I tak jest od wieków.

Pierwsze „Czyszczenie Sztuki” miało miejsce za oceanem. Nieznany Robert Rauschenberg wyczyścił, a dokładniej wymazał gumką, rysunek znanego Willema de Kooninga. Rauschenberg stał się znany, a wyczyszczony rysunek droższy niż niewyczyszczony. Barbarzyńskie akty, jak każde barbarzyństwo, podlegają niejednoznacznym ocenom.
W ten właśnie wieczór „młoda” awangarda tłumnie przewala się przez samo wnętrze i najbliższą okolicę Repassage’u. Nikt nic nie wystawia, bo zawsze może pojawić się ktoś, kto zechce coś „wyczyścić”.
Siedzą na krzesłach i popijają piwo marki Piwo. Leżą na podłodze i raczą się winem marki Wino. Restaurator rozstawił statyw i „wojennym” Arriflexem kręci film. Na tle białej ściany pozwala artystom wystąpić przez pięć sekund, z czego sekunda jest do montażowego ścięcia. Arriflex nie osiąga bowiem zadanej szybkości 24 klatek na sekundę w czasie równym zero. Zaświetla kilkanaście klatek na rozpędzie i kilkanaście na hamowaniu.
Trzeba się nieźle nagimnastykować, aby na cztery sekundy wymyślić interesujący performance. Jeden przygładza włosy, drugi wypija łyk piwa, trzeci zakłada cylinder, czwarty siada tyłem do kamery, piąty... i tak dalej.

W tłumie przechadza się Róża. Studiuje polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Nudzą ją koledzy, którzy piszą normalne wiersze. Nudzi ją normalna poezja. Płynie w tłumie
artystów z notesem i długopisem.
Róża podsłuchuje rozmowy. Nie jest agentką Spółdzielni Ucho. Spółdzielnia ma tutaj swoich ludzi, ale ci robią notatki zamknięci w klozecie. Róża robi to jawnie, żeby nie powiedzieć: demonstracyjnie. Gdy uznaje jakiś strzęp rozmowy za godny zanotowania, uśmiechem i podniesionym do góry notesem sygnalizuje „autorowi”, że właśnie przechodzi do historii sztuki.

Nagle słyszy zdanie, które wywołuje popuszczenie kropelki siku w jej cieniutkie, pachnące fiołkami majtki. Notuje:
// dymanie Jean Paul Sartre’a to egzystencjalny absurd //
I już ma jeden „utwór”. To oczywiście za mało, aby go opublikować. Róża przechadza się i robi kolejne notatki. Jej metodą literacką jest „fotografowanie” werbalnej rzeczywistości. Zarówno metodą, jak i „sfotografowaną” rzeczywistością jest zachwycona bardziej niż własną wyobraźnią.
// lutuj, Zenek, lutuj //,
// nie wystarczy siedzieć przy klawiaturze i nic nie grać //
(to o koncercie Cage’a),
// cokolwiek robię, biorę za to odpowiedzialność //,
// ten facet mówił, że będzie obcinał ręce //,
// mam rolkę ence jeden //,
// on śpi tam na fortepianie //,
// konceptualizm rozumiem, ale kontekstualizm?//,
// ta dupa chodzi bez majtek // (to o Róży, ale to nieprawda. Róża jest fantastyczną dupą zarówno w majtkach, w których właśnie chodzi, jak i bez majtek),
// szkiełko, kant czy kantszkiełko //,
// orwo, aha //.

Zwykłe czyszczenie, jak również „Czyszczenie Sztuki”, na ogół ma jeden kierunek – od brudu do czegoś jaśniejszego. Od zasmarowanej ołówkiem kartki papieru w kierunku wytartego rysunku, czyli bardziej białej kartki.
Znany jest, jak to w historii sztuki bywa, przypadek odwrotny. Czyszczenie w kierunku czerni. Autorem tego wynalazku jest Austriak Arnulf Rainer. W końcu lat pięćdziesiątych zaczął robić czarne obrazy. Nie były to po prostu na czarno zamalowane płótna, choć de facto tak później wyglądały. Każdy obraz, zanim stał się kompletnie czarny, był świadkiem bitwy, jaką z bielą płótna toczył Rainer. Z zamoczonym w czarnej farbie pędzlem dobiegał do płaszczyzny obrazu i zadawał jej ciosy. Jak na wojnie. Walczył tak długo, aż obraz był kompletnie czarny. Nie chodzi więc tylko o rezultat, ale również o proces twórczy.
To były początki brutalnego wiedeńskiego Akcjonizmu. Rainer eskalował bój, ustawiając w swojej pracowni po kilka białych płócien. Biegał z czarnym pędzlem od obrazu do obrazu. Prowadził walkę jednocześnie na kilku frontach. Niech mi Austriacy wybaczą użycie skompromitowanego w Polsce słowa; Rainer był Führerem jednocześnie kilku bitew. Tego w historii nie dokonał nikt, nawet Napoleon Bonaparte.
Z kupnem czarnego obrazu Arnulfa Rainera jest tak samo jak z kupnem czarnego Volkswagena. Kogo obchodzi, jaką walkę stoczył z materią producent tego auta, aby w końcu wjechało ono do salonu samochodowego. Kogo obchodzi, co ten samochód ma pod maską. Najważniejsze, że jest czarny.
Warto podkreślić, że czarny Volkswagen i wczesne czarne obrazy Rainera mają podobne ceny. Możliwe nawet, że obrazy są droższe od tych naprawdę solidnych samochodów.

„Czyszczenie Sztuki” w sensie, jaki nas interesuje, Rainer wykonał na otwarciu wystawy „Młode Miasto, patrz Młoda Sztuka”. Rzecz działa się w Wolfsburgu w listopadzie 1962 roku. Była to wystawa prac nagrodzonych przez bogatego sponsora sztuki, jakim w tym mieście jest koncern Volkswagen. W trakcie oficjalnych przemówień Rainer postanowił poprawić słabe jego zdaniem obrazy przez, jak to nazywał, übermalung, czyli zamalowanie. W zamieszaniu, jakie zwykle towarzyszy takim imprezom, nikt nie zauważył, że jeden z wizytorów wnosi do galerii wiaderko czarnej farby i duży pędzel.
Realizując kolejne „zamalowanie”, Arnulf Rainer został aresztowany.

W PGR Rozkosz na bruku pałacowego dziedzińca Malarz Konceptualny namalował biały kwadrat. Biały kwadrat o boku jednego metra. Nic więcej. Ale zanim go namalował, robił jakieś pomiary, patrzył na wskazania kompasu...
W świetlicy wyjaśnił zebranym, że miejsce jest nieprzypadkowe. Nieprzypadkowe jest również usytuowanie boków kwadratu wobec stron świata.
Zaczął to robić we Wrocławiu. Na mapę ziemskiego globu rzucił swój własny system. Siatka, która ignoruje południki i równoleżniki, ma kwadratowe oczka o boku pięciu kilometrów. W miejscu przecięcia, w węzłach siatki, Malarz Konceptualny maluje swoje białe kwadraty. Zamierza to robić, gdzie tylko się da. Kiedyś we Wrocławiu wypłynął łódką na środek Odry i białą farbą namalował na wodzie kolejny kwadrat. Tam mu wypadło z pomiarów. Inny namalował na trawie w parku Szczytnickim, niedaleko terenów byłej Wystawy Ziem Odzyskanych. Jeszcze inny niedaleko poniemieckiej willi na granicy Biskupina i Sępolna. W willi tej mieszka i z okien widzi zarysy południowego skraju ulicy Dziewiątego Maja. Ten biały kwadrat znajduje się w niewielkiej odległości od miejsca, gdzie inny malarz pozostawił swój znak rozpoznawczy w postaci dziwnego rysunku na ścianie jednego z mieszkań.
Malarz Konceptualny jest kilka lat starszy od Fotografa. Pomimo różnicy wieku bardzo się lubią. Pochodzą z tego samego miasta. Na arenie międzynarodowej debiutowali na Atelier 72 w The Richard Demarco Gallery w Edynburgu. Malarz jeden z białych kwadratów namalował w nocy na kamiennym bruku Princes Street w stolicy Szkocji. Teraz kolejny kwadrat pojawia się na dziedzińcu pałacu Radziwiłłów, w pobliżu wschodniej granicy Polski.

Nikt nie wie, że jeszcze jeden nielegalny biały kwadrat znajduje się na terenie Związku Radzieckiego.
Któregoś dnia pożyczył od Wiewióry rower. Do plecaka włożył znaleziony gdzieś zardzewiały sierp. Wrzucił też mapę i kompas. Kupił w Spółdzielni pięć kilo malarskiej kredy. Wsiadł w kolej wąskotorową i pojechał do skrajnie na wschód położonej stacji. Z przesiadką w Rokitnie do Cieleśnicy. Dalej rowerem przez Zaczopki i Pratulin udał się w stronę ZSRR. Polnymi ścieżkami, wijącymi się wśród złotych łanów zbóż, dojechał do skromnej tabliczki z napisem „Granica Państwa”. Nie był to żaden oficjalny słup graniczny. Zwykły drewniany palik z dość porządną, blaszaną tabliczką. Nie chcąc narażać roweru na ewentualną konfiskatę, zostawił go przed granicą. Bez paszportu, piechotą, uzbrojony w sierp, kompas i poniemiecką mapę sztabową, mapę, której dokładność po trzydziestu latach od chwili wydania mógł teraz podziwiać, wtargnął na terytorium obcego państwa. Dwieście metrów dalej, wśród kołyszących się po horyzont żółtych kłosów, tu i ówdzie urozmaiconych rzadkimi kępami drzew, sierpem wyciął metr kwadratowy żyta i wysypał tę powierzchnię białą kredą. Kiedy to robił, z niepokojem myślał, czy z jakichś krzaków ktoś nie mierzy czasem w jego kierunku z pepeszy, a jak już mierzy, to czy ma zamiar pociągnąć za spust?

Wracając do Polski, porzucił niepotrzebny pordzewiały sierp, połowę symbolu bratniego mocarstwa. Przed samą tabliczką symbolicznie wysikał się na radziecką trawę. Krok dalej
była już polska trawa.
W PGR Rozkosz nikomu, nawet Wiewiórze, słowem nie wspomniał o swojej ostatniej zagranicznej podróży.

Robi więc gigantyczny obraz.
Kiedy stoimy obok jednego białego kwadratu, mamy świadomość niecodziennej skali tego dzieła.
Malarz przedstawia swój projekt zgromadzonym w świetlicy artystom.
Podczas odczytu Restaurator, który właśnie wrócił z nową dostawą Siarkowego, wjechał jednym kołem swojego małego fiata na biały kwadrat. Niby nie zauważył. Tak niechcący. Wiadomo, że zrobił to złośliwie. Malarz Konceptualny widział to z okien świetlicy. Jest człowiekiem pogodnym, ale również skrupulatnym i konsekwentnym. Bez jakiejkolwiek mściwej zajadłości, raczej traktując to jako formę „dyskusji” z rzeczywistością, zaraz po odczycie poszedł po kubełek białej farby i precyzyjnie uzupełnił „brakujący” fragment kwadratu na masce i kole samochodu Restauratora.


fragment pochodzi z książki:
Wojciech Bruszewski, Fotograf, Wydawnictwo Bunkier Sztuki i Korporacja Ha!art, Kraków 2007
 

autor(ka): Wojciech Bruszewski

archiwum

Przeglądaj wszystkie wydania teksty.bunkier.art.pl

zobacz archiwum }

w ostatnim numerze