Baza działa
drukuj artykuł

Czy 3 miliony Żydów mogą ocalić 40 milionów Polaków?*

Recenzje i omówienia19/02/08 nr9 (9)

Początkowo niniejszy tekst miał dotyczyć Przewodnika Krytyki Politycznej po Sasnalu. Bardzo interesującego i bardzo nierównego zarazem. Stwierdziłem jednak, że reader nie zdezaktualizuje się przecież, wystawa prac artysty w warszawskiej Zachęcie wciąż trwa, więc przyjdzie czas na podsumowania. Cóż mnie skłoniło do zmiany decyzji? Prawdziwy hit sezonu! - wideo izraelskiej artystki Yael Bartany Mary Koszmary z udziałem Sławomira Sierakowskiego, które właśnie pokazywane jest w Fundacji Galerii Foksal. Pozostaję więc w temacie sztuki i Krytyki Politycznej.

Praca Yael Bartany wymyka się szufladom – czołowy przedstawiciel tzw. młodej polskiej lewicy przemawia na pustym Stadionie Dziesięciolecia... Tego jeszcze nie było. Mamy tutaj przedziwną mieszaninę poziomów napięć. Co więcej, mimo poważnego przekazu, nie wiem czy aby przypadkiem artystka i główny bohater nie przekombinowali. Na którymś poziomie film staje się nieczytelny. Nie wiem również, czy pocieszać się myślą, że dawno żadne współczesne (polskie) dzieło sztuki nie wzbudziło we mnie takiej konsternacji. Bo jednak coś jest na rzeczy.

Mary Koszmary ukazują Sierakowskiego niemal w majestacie. Widzimy go wchodzącego na murawę, stopniowo wypełnia kadr, jest wyprostowany, zdecydowany, władczy. Nadciąga wejściem na stadion. Z początku niewyraźna sylwetka staje się coraz bardziej rozpoznawalna, wyłania się z mroku. Pierwsze sekundy wprowadzają widzów w określoną konwencję. Nastrój podniosły, trawa jakby podmalowana i niebo jakby bardziej wyraziste, wódz z rozwianym włosem nadciąga na stopień. Za chwilę przemówi. Zerkamy uważniej – krawat czerwony odznacza się na tle śnieżnobiałej koszuli, czyli wszystko znajduje się na swoim miejscu. A jednak nurtuje to przebranie, niedzisiejsze oprawki okularów, skórzana kurtka zarzucona na ramiona. Sławomir Sierakowski jako młody socjalista. Skąd my to znamy?...

Oczywiście mamy tu do czynienia z zaskoczeniem, a nawet szokiem, na który reaguje się mimowolnie uśmiechem. Oto lider KP wkracza na Jarmark Europa – symbol dzikiego kapitalizmu, nielegalnych imigrantów, podejrzanych interesów, swoistego miejskiego folkloru, ale także warszawskiej Pragi – dzielnicy stygmatyzowanej: biednej, zaniedbanej i brudnej. Chociaż od jakiegoś czasu modnej. Do tego ładne i dynamiczne zdjęcia, ciekawa zabawa montażem, zbliżenia na detale i oddalenia, szybkie cięcia i zwolnione tempo, które to efekty charyzmę lidera mają podkreślać.

Konsternacja przychodzi po chwili wraz z przemową. „Żydzi! Rodacy! Luuuuuuuuuuudzie!” – wykrzykuje Sierakowski niczym PRL-owscy dygnitarze. Jednak temat przemówienia jest poważny i, chcąc nie chcąc, wpisuje się w aktualną debatę publiczną wywołaną książką Jana Tomasza Grossa Strach (niezależnie od daty powstania filmu, moment jego prezentacji raczej nie jest przypadkowy). Główna idea przemowy dotyczy powrotu trzech milionów Żydów do Polski, których zabrakło po wojnie – „Wracajcie!”, nawołuje Sierakowski. Głos publicysty staje się doniosły, wzmocniony techniką oraz wyczyszczonym od dźwięków otoczeniem. Nagle przestaje być śmiesznie, ale wciąż nie jest groteskowo. Maniera stylistyczna Bartany nasuwa skojarzenia z figurami PRL-owskich przywódców: patos, poza, grzmiący głos, wokół dzieci przebrane za harcerzy machają biało-czerwonymi flagami. Tak więc mamy do czynienia z parodią. Jak więc jest? Dziwnie.

Sierakowski mówi o Ryfce, której Polacy zabrali pierzynę, o Żydach, których zachęca do masowych przyjazdów do Polski. Tu jest ich miejsce, w ich/naszym kraju. Podejmuje kwestię narodów wybranych: polskiego i żydowskiego, po to, by od tej idei się odciąć: „nie będzie żadnych narodów wybranych, bo nie będzie żadnych narodów”, tylko wspólnoty obywateli. Żydzi, których zabrakło po wojnie, mogą ocalić Polaków. Punktem kulminacyjnym stają się słowa przeprosin w imieniu Polaków za zbrodnie. W tym miejscu Bartana i Sierakowski trafiają w czuły punkt publicznej debaty, która wróciła za sprawą wspomnianej książki Grossa. Idą jednak dalej. Gross przytacza przykłady niechęci Polaków do powracających po wojnie Żydów, Sierakowski zaś, w imieniu Polaków, wita ich z otwartymi ramionami.

Wideo trzeba zobaczyć, gdyż wywołuje mieszane uczucia. Po pierwsze, zastanawia udział w nim Sierakowskiego i tego, jaką rolę odgrywa wypowiadając się w imieniu obywateli polskich. Jest to parodia schematu czy wariacja na temat, a nawet prowokacja artystyczna. Ale dostrzegam, że nie tylko o samą prowokację tu idzie. Równocześnie pojawia się nowy język wzbogacający debatę, jakaś utopijna, wypowiedziana serio kwestia, ale zarazem przejaskrawiona, nadto pozbawiona sensu, choć w poważnej tonacji. Jak wypowiedzieć, to co trzeba wreszcie wypowiedzieć, by oczyścić przestrzeń? By uratować Polaków przed własnym milczeniem?... Czy przemowa Sierakowskiego jest próbą zmierzenia się z nową formą artykulacji polskich przewin? Niekoniecznie chyba, bo przebranie za socjalistę i nawiązanie do PRL-owskiej konwencji masowych przemówień zmieniają ją w zwyczajne slogany rzucane do tłumów na wiecach, które w konsekwencji mogą nic nie znaczyć. Gdzieś gubi się sens, zanika przekaz w sparodiowanej socrealistycznej konwencji. Pojawia się zbyt wiele elementów parodystycznych i klisz obliczonych na efekt i w zasadzie trudno uchwycić moment, w którym nie wiadomo, czy mamy jeszcze do czynienia z groteską, czy też z czystą kpiną.

Sierakowski grzmiący z trybuny, Sierakowski w odgrywający socjalistę (choć PRL waloryzowany jest przez historię negatywnie, jako ustrój zniewalający jednostki), Sierakowski otoczony dziećmi – harcerzami, a więc Sierakowski – patriota, Polak, wódz pod czerwonym krawatem. W roli, jaką przyszło mu zagrać wypada groteskowo, łapie dystans, a więc w tym wypadku okazał się dobrym aktorem. W finale obejmuje dzieci – przyszłość narodu, a więc wyśmiewa figurantów, których odtwarza. Odgrywając rolę ojca narodu, równocześnie wykrzykuje utopijne treści. Pojawia się pierwsza refleksja: obrazoburstwo wobec polskich patriotycznych gestów (np. przytulanie polskich dzielnych harcerzy z flagami narodowymi w ręku, a jak wiadomo harcerze wciąż kultywują bogoojczyźnianą tradycję). I kolejne, dotyczące celowości artystycznych działań i włączenia się do debaty publicznej bezpośrednio przez artystkę, która zaprasza – no właśnie kogo? – przyszłego polityka, premiera, wybawcę narodu? Pojawia się więc nowy kontekst dzieła, może nawet konsekwencja „stosowanych sztuk społecznych”, którą to Krytyka Polityczna wypowiedziała swego czasu piórem Artura Żmijewskiego.

Sierakowski wygłasza mowę do pustych trybun. W tle na koronie Stadionu majaczą pojedyncze budy, handel się nie skończył, ale za chwilę kupców już nie będzie. Stadion jako miejsce jest ważne również dlatego, że ma być obiektem Euro 2012. Jarmark Europa, skupisko narodowości wschodnioeuropejskich, azjatyckich, afrykańskich, a więc z innego (czytaj: gorszego) świata, przerodzi się w samo serce Europy. Tej starej cywilizowanej i bogatej Europy. Szef KP stoi zaś w mekce polskiego kapitalizmu, który sprawił ludziom żyjącym z handlu krzywdę, nielegalnych imigrantów zepchnął na jeszcze większy margines. Nie widzę innego powodu wyboru Stadionu na miejsce akcji: miał on uteatralnić wystąpienie osoby, która w mediach wypowiada się często na temat wrażliwości społecznej i solidarności. Sceneria wydaje się oczywista, gdy wpleciemy ją w kontekst działalności publicznej Sierakowskiego. Do tego dochodzi jeszcze wypowiedź skierowana do Żydów: „Wróćcie, a staniemy się Europejczykami”. Objawia się projekt utopii (albo niekoniecznie utopii, po prostu – projekt państwa niewykluczającego obywateli), by przywołać do życia społecznego na równych zasadach Innych, stygmatyzowanych i wykluczanych jak Żydów.

Do kogo nawołuje Sierakowski? Do duchów zmarłych na terenie Polski Żydów. Tym samym ujawnia się następny poziom interpretacji – kto ma uratować Polskę i Polaków? Sądzę raczej, że to właśnie ci Wielcy Nieobecni, o których pamięć zacierał przez lata antysemityzm i strach Polaków przed własną historią. Zaś Polacy, jak wiadomo to także naród wybrany (Chrystus Narodów), następnie afirmujący się jako naród – ofiara zła i... pojawia się zgrzyt reminiscencyjny – naród jako sprawca zła. Ofiarami są ci pomordowani przez Polaków oraz ci, którzy zmuszeni zostali do opuszczenia Polski Ludowej w 1968 roku, ale także współcześni skażeni antysemickim i nacjonalistycznym (czy idąc tropem Grossa: neo/kato/endeckim) dyskursem. Czyżby ratunkiem dla Polski miałoby być przyznanie się do winy i rehabilitacja swoich sąsiadów? Te trzy miliony duchów, tytułowe Mary Koszmary, które miałyby położyć swoje dłonie na ukradzionej pierzynie Ryfki? Czy powrót Żydów miałby się odbyć w zbiorowej pamięci? Sceny te to także parodia romantycznego wyobrażenia, fantazmatu przodownika rewolucji, szaleńca widzącego upiory. Być może stąd nawiązania do polskości, ale rozumianej przez pryzmat odwrócenia (poprzez sparodiowanie) (post)romantycznej wizji narodu. Stąd te dzieci w harcerskich mundurkach o rumianych licach. W powyższej refleksji wideo Bartany staje się transgresyjnym przeżywaniem historii przez odciążenie jej z powagi i patosu, które zamykają przestrzeń dyskusji. To mocne uderzenie. Dlaczego więc odczuwam dysonans poznawczy? Poprzez wielopoziomowe parodie. Osobliwy to spektakl, ważkość słów miesza się z kpiną. I znów wracam do punktu wyjścia, znów mam ochotę zadać pytanie: „po co?”.

Yael Bartana to artystka izraelska, która zabrała swoim filmem głos w sprawie nie tylko polskiej. Kontekst szerszy wydaje się ciekawszy, być może właśnie dlatego, że może pominąć balans między parodią propagandy (nie tylko komunistycznej) a kpiną (z polskich zakorzenionych w tradycji artefaktów). Wówczas Sławomir Sierakowski mógłby odgrywać lewicowca izraelskiego proszącego Palestyńczyków o powrót do ich dawnych domów. Wydźwięk filmu w dobie ciągłych napięć między państwami Izrael i Palestyną mógłby mieć wówczas polityczny wymiar i wymuszać bezpośrednią reakcję.

Wspomniałem na początku tekstu o przekombinowaniach formalnych w omawianej pracy, które nie pozwalają uchwycić mi sedna. Podtrzymuję zdanie. Bariera tkwi chyba w kompetencjach odbioru ograniczających perspektywę ujrzenia pracy w innych kontekstach niż polski. Zwłaszcza teraz, gdy polskie upiory z przeszłości powracają z kart książki Grossa. Dlatego też niniejszy film traktuję w kategoriach kpiny z oficjalnego języka, zdezaktualizowanej retoryki i znanych z kronik filmowych gestów, przekłuwania baloników napompowanych pustosłowiem czy wreszcie kapitulacji wizji świata opartej na propagandzie. Szkoda, że polityczny potencjał i odważna prowokacja intelektualna zawarta w przemowie nikną pod ciężarem uśmieszków i przebieranek, tym samym osłabiając jej siłę. Cóż, tym razem rewolucji nie będzie.


* Tytuł jest trawestacją napisu utworzonego przez dzieci przebrane za harcerzy na murawie stadionu.


Yael Bartana, Mary Koszmary
18.01-29.02.2008
Fundacja Galerii Foksal, Warszawa
pokazy: poniedziałek - piątek, godz. 16.00, 17.00, 18.00

Fragment filmu można zobaczyć na stronie Krytyki Politycznej:
http://www.krytykapolityczna.pl/Zaproszenia/Mary-Koszmary-fragment-filmu/menu-id-50.html

 

autor(ka): Marcin Teodorczyk

archiwum

Przeglądaj wszystkie wydania teksty.bunkier.art.pl

zobacz archiwum }

w ostatnim numerze