Baza działa
drukuj artykuł

Moda

Felietony19/02/08 nr9 (9)

Kilka dni temu w rozmowie z jednym nastolatkiem, w sprawie castingu do filmu, spytałam jakiej ma długości włosy i jak wygląda. I on mi na to odparł, że ma taką fryzurę jak emo.
Jaką?
Emo, taką modną.

No rany boskie, pomyślałam – nadszedł ten moment starości. Może jeszcze powie „Emo, proszę pani”. Pojawiło się coś, o czym nie wiem. Mimo śledzenia wszystkich pojawiających się mód, od ubraniowych, przez telewizyjne czy książkowe – jest. Jakieś emo. Może emu?

Udałam oczywiście, że wiem o co chodzi, czując się jak stuletnia staruszka i rzuciłam się do internetu. Nie chcę być jak niedoinformowani trzydziestopięcioletni starcy, z których się śmiałam w liceum, że nie wiedzą co to jest grunge i nie rozumieją obsesji kraciastych koszuli à la drwale z Bieszczad. 

Okazało się, że emo to subkultura, która – w dużym skrócie – zajmuje się wciskaniem nóg w bardzo obcisłe spodnie i wycinaniem na głowie grzywek zasłaniających pół twarzy, plus starym nastoletnim zwyczajem informowaniem wszystkich, że są nieszczęśliwi, świat ich nie rozumie, wszystko zmierza do zagłady. Nazwa emo pochodzi od emotional hard core. Emotional hard core w wykonaniu nastolatków z zachodniej Europy i USA. Ciekawe.

Uzyskałam też informację, że emo lubią się ciąć żyletkami, są nielubiani in general. Porozmawiałam też ze znajomymi nastolatkami i spytałam, kto jest w opozycji do emo, czyli kto jest wesoły. I dowiedziałam się, że punk rockowcy. Hm. No nie mogę się powstrzymać od powiedzenia, że za moich czasów punkowcy to byli smutni jak nie wiem co w tych swoich naszpikowanych agrafkami ubrankami. Bardzo ciekawe.

Przy okazji dowiedziałam się też, że współczesna młodzież jak chce komuś dopiec, to mu mówi „Twoja stara klaszcze u Rubika”. Czy to prawda? Są tak wyrafinowani? Fiu fiu...

I zaczęłam myśleć o modach. Czym teraz ludzie się ekscytują? Jacy ludzie się czym ekscytują? Czy mogę być na bieżąco tylko w mojej grupie wiekowej? Bycie znawcą trendów i mody, za jakiego do tej rozmowy o emo się uważałam legło w gruzach i z nowym spojrzeniem starca nie na czasie zaczęłam patrzeć na świat, który nagle mnie wyprzedził. Ale w sumie naprawdę modna osoba albo wyprzedza nadchodzący sezon i w zimie nosi duże torebki, które dopiero wejdą do mody wiosną albo odwrotnie.

Na tyle rzeczy była moda. Nie wiadomo czy sterowana marketingowo, czy sterowana przez nas samych. Kto nam narzucił nagły wybuch emocji w stosunku do deski snowboardowej i nagle trzeba było tylko jeździć na desce, bo narty były skrajnym obciachem? Teraz chyłkiem pozbywamy się desek i wracamy na narty. Potem trzeba było obowiązkowo chodzić na jogę i nie jeść mięsa. Potem nie wolno było palić papierosów. Potem wróciły. Trzeba było chodzić tylko na imprezy do tego a nie do innego klubu i słuchać odpowiedniej muzyki. Trzeba było być na diecie pszenicznej, potem na diecie Montignaca. Trzeba było chodzić na ściankę wspinaczkową, a nie na basen a chwilę potem odwrotnie. Były psy dobermany, potem rottweilery, teraz widzę po ulicach, że kundelki wróciły.

White is new black, black is new white, pilates is new joga, joga is new aerobic i tak w kółko, w każdym sezonie inaczej.

Najgorzej, kiedy trzeba było czytać książki Whartona. Oj, to dobrze, że ta moda minęła. A w podstawówce trzeba było mieć pele mele.

Trzeba było mieć włosy ścięte jak w japońskich filmach, potem trzeba było mieć długie włosy. Trzeba było nauczyć się gotować i pichcić w debiutujących kuchniach u znajomych. W liceum na wszystkich urodzinach obowiązywały sałatki z tuńczykiem i kukurydzą. Trzeba było mieć buty jak Uma Thurman w Kill Bill, a potem już ich nie mieć, tylko kupować wielkie czarne oficerki, odstające od łydki. Trzeba było mieć wielkie torby, w których można nosić ubrania na tydzień i zakupy na dwa tygodnie. Plastikowa biżuteria, srebrna biżuteria, japońskie horrory, czeszki, japonki, wisiorki na telefonie, długie paznokcie, krótkie paznokcie, socjologia, filmoznawstwo, szkoła teatralna, filozofia. Orchidee. Złoto. Hip hop.
Kto wyznacza te w wszystkie mody?
Picie kawy latte już nie jest modne, a było. Powinno się jeździć na wakacje do Indii, ale już w następnym roku do Tajlandii, a parę lat temu wszyscy jak oszalali jeździli na Kubę, potem do Wietnamu. Ciekawe kiedy wróci moda na Jastarnię, a skończy się moda na Dębki.

Teraz bardzo modna jest Nasza klasa. Wspominałam o niej dwa felietony temu, ale teraz ta epidemia zatacza coraz szersze kręci i staje się obowiązkowa. Ktoś, kto to wymyślił jest już miliarderem, ktoś, kto to kupił stał się też miliarderem, policja się tym interesuje, czyta się w gazetach, że jacyś złoczyńcy to wykorzystują w sobie tylko znanych zamiarach. Jakich?

Na wszelki wypadek w ogóle się nie zapisałam na naszą klasę, ale nie z powodu lęku przed złoczyńcami, tylko z takiego, że nie chcę patrzeć na moich kolegów z klasy, którzy wyglądają na zdjęciach jak swoi ojcowie i prężą pierś w jakiś tunezyjskich kurortach prezentując dwójkę dzieci na ojcowskich rękach, co tylko pogłębia mi świadomość nietrwałości i przemijalności. Wynika z tych wszystkich zdjęć, że największym osiągnięciem jakie możemy zdobyć w życiu jest dwójka dzieci i wakacje w egzotycznym kraju. No to ja się z takiej klasy wypisuję.

Czemu ta nasza klasa jest taka dziwna? Może dlatego, że wyczuwa się w tym jakąś samotność? Po co dorosłym osobom odnajdywanie znajomych z dzieciństwa, jakim przecież było chodzenie nawet do liceum? Jest tyle rzeczy, które trzeba robić, tyle pracy, tyle wszystkiego, jeszcze trzeba się sentymentalnie roztkliwiać nad minionym?

(Jest jedna straszna nowa internetowa moda: gra, w której typuje się datę śmierci zbzikowanej Britney Spears, i jak ktoś trafi, to wygrywa pcp)

Ale do czego zmierzam? Do tego, że jak już przemyślałam sobie sprawę z emo, to pomyślałam, że po co ja się boję, że nie jestem na bieżąco? To wspaniale, że nie jestem na bieżąco. Wreszcie po skończeniu trzydziestu lat można się wyluzować. W ogóle nie martwic się, czy mój dress code pasuje do miejsca, w którym się znajduję. W ogóle olać to męczące farbowanie włosów na obowiązujący rudy, blond, czarny czy popielaty. Nie kupować w odpowiednich sklepach i przestać się przebierać. I zdać sobie sprawę, że uff..., skończył się ten koszmar związany z młodością i wykreowanymi marketingowo subkulturami i modami.

 

autor(ka): Joanna Pawluśkiewicz

archiwum

Przeglądaj wszystkie wydania teksty.bunkier.art.pl

zobacz archiwum }

w ostatnim numerze